Przejdź do głównej zawartości

Posty

Lato?

Wróciłam z włoskich kwietniowych upałów i wpadłam prosto w polskie! Ależ to miłe! Dziewczyny dziś wyszalały się na całego. P. Kasia ma wolne, więc pojechały ze mną do pracy, co uwielbiają. Potem podjechała Babcia i wzięła je na spacer i znowu pełen zachwyt. Wieczorkiem, po powrocie, załapaliśmy się jeszcze na osiedlowe dzieciaków zabawy. Lena wyszalała się z koleżankami z byłej grupy przedszkolnej i przede wszystkim wreszcie nauczyła się zawracać na rowerze! Uff, bo już nie wyrabialiśmy kondycyjnie. Szkoda, że weekend już tak fajnie nie będzie... :/

11 maja

To data ostatniego nakłucia, a także dzień usunięcia Broviac'a. Doktor oficjalnie nas "ustawił". To także dzień moich urodzin :). W zeszłym roku, w moje urodziny, Lena miała punkcję. Był to 33 dzień leczenia, a wynik pobranego szpiku ostatecznie zdecydował o dalszym sposobie jej leczenia. Może kiedyś odczaruję moje urodziny i staną się znowu moim świętem, a nie zbiegiem terminów z leczeniem Leny. Ale na razie strasznie czekamy na 11 maja :). Niech wreszcie usuną nam Broviac! Dziś Lena odbyła swoją cotygodniową wizytę na oddziale. Wyniki bardzo dobre - wracamy do 100% dawki i nawet nieszczęsne wątrobowe (tfu, tfu) trzymają się na przyzwoitym poziomie :). No i dziś Lena, po bardzo długiej przerwie, spotkała się z Gabrysiem! Krótkie to było spotkanie, ale dobrze, że dzieciaki miały choć chwilę wspólnej zabawy. Aha, ja się żegnam na dwa dni - wylatuję w podróż służbową do Włoch (strasznie się cieszę - swoją drogą :)) i pozostawiam Was z moim milczącym ostatnio mężem. Może co...

Mam marzenie

Jest taka Fundacja , która spełnia marzenia chorych dzieci. Jakiś czas temu odwiedziła Lenkowego przyjaciela - Gabrysia, który zapytany o to co jest jego marzeniem, odpowiedział kompletnie zaskakując swoją mamę (spodziewała się Playstation), że rejs jachtem :). I Fundacja zabiera Gabrysia w rejs spełnienia marzeń. Wraz z rodziną. My również od jakiegoś czasu zapytujemy Lenkę, co jest jej marzeniem, gdzie chciałaby pojechać lub co zrobić. Ale Lenka niezmiennie odpowiadała, że chce pojechać do Kazimierza. Dziś po dłuższej przerwie zapytałam ją znowu: -Lenko, masz jakieś marzenie? A Lenka na to - Tak, chciałabym, aby z nieba spadały pieniążki. - Ale Lenko, po co? - Dla Ciebie i dla Tatusia - odpowiedziało nasze rezolutne dziecko To chyba efekt naszych tłumaczeń, że nie możemy kupić piętnastej lalki Barbi oraz tysiąc pięćset siedemdziesiątego kucyka, bo "pieniążki nie spadają z nieba" No, to Lenka nam to załatwi :)))

Coś Wam pokażę

Twórczość Leny Dla tych co się nie zorientowali - w środku Pałac Prezydencki I nie pytajcie dlaczego jest to flaga Monaco ;)

Codzienność

Dziś, już można powiedzieć, tradycyjnie zameldowałyśmy się z Leną na Oddziale Dziennym na przyjęcie dożylne Hepatilu. Za każdym razem jak tam wchodzę, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Lenka na tle przebywających tam dzieciaków, wygląda jak okaz zdrowia... :/ Nasz Doktor, jako chyba jedyny, stara się utrzymać swoich pacjentów pod cotygodniową opieką Oddziału Dziennego, aż do usunięcia centralnego dojścia, czyli ostatniego nakłucia. W przypadku małych pacjentów innych lekarzy, ten kontakt z oddziałem jest ograniczony do czterech, odbywających się raz na miesiąc, nakłuć. Wszystkie pozostałe badania morfologii odbywają się "na mieście". A więc dzieci będących na Lenkowym etapie, jest tam mało i coraz rzadziej spotykamy się z innymi, naszymi współchorowaczami. Większość ma już zaliczone wszystkie 4 nakłucia: Nel, Kuba, Wika, Olga... My mamy opóźnienie. Wynikające z ospy, infekcji, spadku leukocytów, transaminaz, infekcji i znowu transaminaz... Tymczasem większość dzieci, które spo...

Poranne ukąszenie osy

Po wczorajszym kolejnym najwspanialszym weekendzie, dzisiaj przyszedł dzień kontrolnego badania morfologii i być może decyzji o wznowieniu leczenia. A więc pobudka bladym świtem aby zdążyć na Oddział przed najazdem Hunów i infekcji, szybko załadować szprycę Hepa-Mertz’u i uciekać. No więc budzę się o 6:05, wypełzam z sypialni wchodzę do salonu, a tu …. ku mojemu najwyższemu zdumieniu, na kanapie siedzi Lena z Dyźkiem na kolanach. Przecieram oczy z niedowierzania. Jak to, nasz Mistrz Galaktyki w spaniu, której nie był w stanie wybudzić przed godziną 9 rano poranny gwar i krzyki na Oddziale Onkologii, którą można w nocy przerzucać w łóżku z jednej strony na drugą, przenosić śpiącą z pokoju do pokoju, ona już wstała? Z niepokojem pytam „Lenko, co się stało? Co Cię obudziło? Coś Cię boli? Chciało Ci się siusiu?” – na co ona – „Nie tatusiu, śniło mi się, że ukąsiła mnie osa i się obudziłam”. Ufffff… to tylko poranne ukąszenie osy – wszystko zatem z nią w porządku. I po tym porannym ataku ow...

Kolejny najwspanialszy weekend :)

Lena zasypuje nas ostatnio takimi spostrzeżeniami :) Ale weekend był rzeczywiście fajny. Okoliczności obiektywne nie najlepsze, ale przynajmniej pogoda piękna. Lena nauczyła się jeździć na rowerze bez bocznych kółek. Zaczęliśmy w piątek, a w sobotę już swobodnie jeździła. No, mamy lekki problem z prędkością i hamowaniem, ale co tam - zaraz to opanujemy. Przy okazji my popracujemy nad kondycją ;) A dziś pojechaliśmy na duży nowy plac zabaw, gdzie dziewczyny spotkały się z Wickiem i Celiną. Wyszaleli się wszyscy maksymalnie. Później obiad w mieście, spacer Krakowskim i Nowym Światem... Pierwsze lody w tym roku... Ale Lenka była szczęśliwa! Zjadła co prawda tylko jedną kulkę - sorbetową, ale co tam!