Przejdź do głównej zawartości

Posty

Kiedy wóci Matylda?

To pytanie pojawiało się od paru dni coraz częściej. No i dziś nadszedł TEN dzień. Matylda wyruszyła znad morza w południe i cały dzień jechała. Nie zdążyła przed zaśnięciem Lenki, ale już jest z nami i śpi słodko w swoim łóżeczku (oby jak najdłużej ;)). Lenka przed snem bardzo prosiła, żeby powiedzieć Matylowi, że czekała i poczęstować Babcię i Dziadka ciasteczkiem :). - Lenusia? Zapytała Matylda zaraz po wejściu do pokoju. Musieliśmy usadzić ją w Lenkowym łóżeczku co by mogła pooglądać śpiącą siostrę. Słodziaki nasze... A Lenka spędziła dzień znów u swojej ukochanej opiekunki. Apetyt dopisywał, humorek też. Na koniec dnia odwiedziłyśmy Gabrysia. Ledwo udało mi się ją od niego wyrwać przed snem :) Jutro, mam nadzieję, fajny rodzinny dzień, a pojutrze meldujemy się w szpitalu :/ Szkoda :(

Wesoło jest bardzo!

Dziś Lenka co prawda obudziła się z bólem główki, trochę niepokojącym, bo jednostronnym. Oczywiście przepłoszyło mnie to mocno. Ostatni taki ból skończył się wymiotami :/. Na szczęście ból dość szybko minął i w życiu Lenki znowu zagościł błogostan w połączeniu z nieodłącznym kociokwikiem :). Dziś był ważny dzień dla Lenki, bo udało jej się spotkać ze swoją Najbardziej Ukochaną Siostrą Cioteczną - Mają! Dziewczyny nie widziały się od urodzin Lenki, czyli bez mała 4 miesiące! To w ich życiu najdłuższa możliwa przerwa. A związane są ze sobą bardzo. Prawie równolatki, wszystkie wakacje spędzają zawsze razem, często się widują w tygodniu, nawet w przedszkolu były tym samym... A tu nagle taka przerwa. No, widziały się ze dwa razy dzięki Skype'owi, ale to przecież nie to samo... Maja też nie mogła się Leny doczekać. Ale było radości, biegania i chichotów. Ile zabawy lalkami i wygłupów! Tak jakby tej przerwy w ogóle nie było. Maja na widok mojego dzierganego dzieła - torebki na Broviac...

Wieczorne sprawozdanie

Dziś był dzień wizyty kontrolnej w szpitalu przed kolejną (drugą) turą Metotreksatu. Stawiłyśmy się z Leną dzielnie na Oddziale Dziennym, po odbyciu niezbędnych, choć groźnych dla zdrowia Leny formalności na Izbie Przyjęć. Oczekiwania na badanie nie dłużyło nam się w ogóle. Lena spotkała całą masę swoich szpitalnych znajomych, w tym ukochanego Gabrysia. Wyniki na szczęście niezłe, morfologia rośnie. A więc w niedzielę wieczorem zaczynamy drugą turę Metotreksatu. Pewnym utrudnieniem może być fakt, że Hematologia "się czyści", jak co roku, co oznacza wyłączenie z użytkowanie 24 łóżek i przerzucenia pacjentów na malutką, 16-sto łóżkową Onkologię. Ścisk więc jest straszny i my w tym ścisku, w tym upale, w niedzielę lądujemy :/ Ale cóż, wyjścia nie ma, leczenie najważniejsze

Przepraszamy za ciszę

Naszych wiernych czytelników przepraszamy za brak posta ale rodzice postanowili wczoraj zabalować... poszliśmy wieczorem do sąsiadów dwa piętra wyżej, na taras, na wino. Lena spała spokojnie w swoim łóżeczku, przy niej czuwał walkie-talkie Motorola ustawiony na tryb monitoring (a'la Baby Phone), my z drugim walkie-talkie na górze, co pół godziny kontrona wizytacja w sypialni Leny, wszystko było pod kontrolą, Lena nawet raz głośno nie sapnęła, a my mogliśmy napawać się namiastką wolności. A wcześniej kolejny relaksujący dzień, który Lena spędziła znowu u swojej ukochanej opiekunki Kasi (dziękujemy bardzo pani Kasiu!!), tym razem bez wpraszania, planowo. Lenka wyprowadziła 20 razy pieska pani Kasi na spacer, naskakała się i nawet nie niem do konca co jeszcze robiła, bo nie zdała mi szczegółowej relacji. Jej samopoczucie nadal 10 w skali 10, poziom chichotności 10 w skali 10, tęsknota za Matyldą już 7 w skali 10 i rośnie (" Mamo ja nauczę Matyldę pływać " - " Dobrze koc...

Niedziela, deszcz, Duplo, imieniny ....

Nuda.... aż się chce wyjść z kina :)) To takie miłe, móc spędzić 100%-owo normalną niedzielę, wypatrywać na niebo czekając na przejaśnienia albo szacując ryzyko deszczu, czy wyjść na spacer czy przeczekać, w międzyczasie zbudować domek z klocków Duplo, przeczytać bajkę i przez cały czas obserwować pełną energii, roześmianą i mega-rozgadaną Lenkę. Potem poszliśmy na imieninowy obiad (dziś imieniny mamy-Ani) do restauracji, gdzie Lena z wielkim smakiem zjadła kluchy, deser z owoców i na zakończenie postanowiła zagonić wszystkich do zabawy "Raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy!" Trzeba było biegać po sali i zastygać nieruchomo na każde "Baba Jaga patrzy!" Przyznam szczerze, Ania wrobiła mnie dzisiaj w pisanie tego posta, akurat dzisiaj kiedy nic mrożącego krew w żyłach albo wypełnionego Hitchcockowskim suspensem się nie zdarzyło, wszystko co ciekawe zdarzyło się wczoraj, to sobie ona napisała, a dzisiaj.... no po prostu normalny, cudownie spokojny, rodzinny dzień. Oby tak ...

Intensywnie...

Nie wiem czy nie ZA intensywnie płynie nam czas. Byliśmy dziś w ZOO, udało się mimo pesymistycznych prognoz zaliczyć spacer w pięknym słońcu. Lenka oczywiście zachwycona, chciała do domu co drugie zwierzątko, ale najbardziej kucyka ;). Wyszalała się na pompowanej zjeżdżalni (akurat nie było dzieci), wyskakała za wszystkie czasy. Pod koniec lekko oklapła - nic dziwnego, chemia to bomba z opóźnionym zapłonem :/. Położyła się w przezornie zabranym wózku Matyldy i oznajmiła, że zamierza spać. Do tego dorzuciła informację o bólu brzucha - naprawdę wystarczy, by zestresować rodziców :/. Na szczęście po chwili się ożywiła na widok pingwinów i fok. Na wyjściu zażyczyła sobie pompowanego helem kucyka, oczywiście byliśmy w negocjacjach miękcy jak kostka masła w słońcu i kucyk poważnych, uwierzcie, rozmiarów aktualnie zwisa nam z sufitu :). Później był obiad w ogródku restauracyjnym. Lena pięknie wcięła rybkę i ogórki, ryżu nie tknęła. Zadała milion trudnych pytań dotyczących piekącego się na rus...

Piękny dziś dzień był

Odwiedziłyśmy dziś szpital. Lenka w nieodłącznej maseczce, a ja objuczona jak koń pociągowy we wszystko co może nam się przydać lub po prostu umilić oczekiwanie na Oddziale Dziennym. Tymczasem nasz Pan Doktor nasz zaskoczył. Zabrał nas od razu na oddział kardiochirurgii (bo, jak stwierdził na OD mogłybyśmy czekać jeszcze trzy godziny), gdzie miła dr. Kardiolog obejrzała nas w 10 min, rozwiała wątpliwości i wypuściła do domu. Z serduszkiem Lenki wszystko ok. szmery mają charakter czynnościowy - cokolwiek miałoby to oznaczać - i jest dobrze. Z innych news'ów to udało nam się w szpitalu spotkać Nel (towarzyszkę niedoli i rówieśniczkę Leny). Dziewczyny strasznie się ucieszyły na swój widok. Do tej pory nie było okazji się spotkać "na wolności", bo jak nie jedna w szpitalu, to druga, jak nie granulocyty opadnięte, to inny urok... Oczywiście od razu odnowiły starą znajomość i przeszły do wspólnego odrabiania kilometrówki, aż musieliśmy je przystopować, bo ani to czas, ani miejs...