Przejdź do głównej zawartości

Posty

Lato!

Znowu wpadam na chwilkę. Wiem, że jest tu parę osób, które śledzą nasze wpisy "ku pokrzepieniu serc" ;). A więc uprzejmie donoszę, że córka nasza Lena, lat 7, była pacjentka oddziału onkologicznego, pojechała na pierwszy w życiu samodzielny obóz. Na windsurfing i żagle. Pod namiot. Dziś z nią rozmawialiśmy - jest zachwycona. Myślę, że dla każdego z rodziców taki "pierwszy obóz" to stres i nerwy. Dla mnie jednak oprócz tego to wielka radość! Do tych co wciąż walczą - trzymajcie się i nie tracie nadziei! Z całego serca Wam życzę, by Wasze życie wróciło do normalności... A teraz wszystkie kciukasy i dobre myśli w stronę 5-letniego Olafa, kolegi Lenki z oddziału. Olaf walczy z nawrotem i wszelkie wsparcie na pewno mu się przyda. Do usłyszenia

1%

Nieustająco apeluję o pomoc dla Tomka ! Przekażcie proszę swój 1% na jego leczenie. Ogrom nieszczęść zwalający się na tę rodzinę, a jednocześnie ich dumna i bohaterska postawa przemawiają same za siebie. Z góry dziękuję Tomek

Siedmiolatka

Tak, tak, nasza mała Lenka rośnie jak na drożdżach i właśnie w ostatni piątek wstąpiła w ósmy rok życia. Urodzinki zaliczone, jubilatka wciąż zachwyca się prezentami, a dla nas jest to mały moment na refleksję... Po pierwsze urodziny Leny zbiegają się nam wciąż jednoznacznie z rocznicą zachorowania. I jakoś nie możemy o tym zapomnieć :/. Po drugie zadziwiające jak życie Lenki się zmienia. Jest niesamowicie energetyczną, wysoką, piękną (to pewnie subiektywna opinia, ale wybaczcie matce ;)) dziewczynką o bujnych włosach (a jakże, chemia ;)) do połowy pleców. W jej klasie nawet nikt nie wie, że była chora. Nie chodzi o to, że coś ukrywamy, po prostu nie mam kontekstu do opowieści. Uczy się niesamowicie pilnie, czyta, pisze, rysuje, maluje, tańczy, gra w tenisa, pływa, jeździ jak wariat na rowerze, nartach, łyżwach, rolkach... Piorun nie dziecko. Żywe sreberko. Oczywiście są momenty kiedy serce nam staje, a w głowie zaczynają się rodzić czarne myśli: Lenka gorączkuje wysoko i nie m...

Nadchodzi kolejny rok...

Kochani, z okazji Świąt i nadchodzącego Nowego Roku chcieliśmy wam życzyć dużo miłości, spokoju i przede wszystkim zdrowia. Melduję, że u nas wszystko dobrze. Lenka od lipca nie bierze żadnych leków, miała już pierwszą wizytę kontrolna, które teraz odbywają się co 3 miesiące. I tak przez najbliższe 5 lat... Morfologię ma w absolutnej normie - co dla nas jest pewną nowością ;). Ostatnio trochę nas przepłoszyła, bo łapie infekcję za infekcją, na zmianę z Matyldą zresztą i strasznie nam zbladła... Nie wytrzymaliśmy i kłujnęliśmy dziecko. A tu wszystkie parametry piękne: hemoglobina wysoko, erytrocytów masa - chyba trzeba tę bladość zwalić na zimę i rzadkie ostatnio spacery... Lenka od września chodzi do szkoły, do pierwszej klasy. Uwielbia swoją szkołę, chętnie się uczy, ma cierpliwość do kaligrafii. Nauczyła się czytać jeszcze w wakacje, a teraz trenuje czytając Matyldzie proste historyjki. Wszystko u nas dobrze :) Pozdrawiamy Was dobrzy ludzie - będziemy się odzywać raz na ja...

Lampiony

Dla Pauli A to Lenkowy, narysowany bez żadnych sugestii. Lenka tylko spytała, czy Paula też byla w szpitalu... W łóżku leży Lenka :(

Paula [*]

Jednak powróciłam - na chwilę jeno, ale jakże ważną dla mnie. "Paula odeszła..." Taki komentarz pojawił się dziś wieczór pod moim ostatnim postem. W jednej chwili zrobiło mi się słabo... Niestety wspólne źródła towarzyskie potwierdziły tę informację :(. No i muszę TO napisać. Z Paulą znamy (znałyśmy się?) się przez/dzięki (?) chorobie. Pamiętam dokładnie, jak dostałam od Marty, siostry Pau pierwszego maila z informacją, że Paula choruje i że będzie potrzebowała wsparcia. Odpisałam jej, że oczywiście jak najbardziej postaram się pomóc. Odpowiedź Marty zastała mnie już na Izbie Przyjęć szpitala na Litewskiej, z półprzytomną i cierpiącą Lenką na rękach. Tak nas i Paulinę połączył los i choroba. Równolegle założyłyśmy bloga. Pau twierdziła, że byliśmy dla niej inspiracją, ale sądzę, ze ta potrzeba pisania gdzieś głęboko w niej siedziała i prędzej czy później by wybuchła. Przez mijające miesiące, a później lata śledziliśmy oboje z Andim zmagania Pauli z chorobą, a ja też...

Wiekopomna chwila

Nadeszła... W poniedziałek Lenka skończyła leczenie doustne i przyjęła ostatnią tabletkę Mercaptopuryny. Skończyliśmy 74 tygodnie leczenia podtrzymującego i 104 tygodnie leczenia właściwego. W sumie Lenka przyjmowała leki przez 2 lata, 3 miesiące i 15 dni... We wtorek byliśmy ostatni raz (tfu, tfu) na Oddziale Dziennym, gdzie Lena przeszła całościowy przegląd. USG nie wykazało nic niepokojącego, morfologia dobra, pozostał szpik i ukochane mleczko. Wenflon wszedł dopiero za 4tym razem i nasza bohaterka miała już łzy w oczach, szczególnie, że siostry zastanawiały się już nad umieszczeniem go w stópce. A nie mamy z tym dobrych wspomnień, oj nie :/. Ale w końcu się udało, mleczko poszło, Pani Doktor pobrała szpik... A potem mogłam sobie przypomnieć jak to kiedyś bywało... Lenka oglądała bajkę, a ja walczyłam ze łzami obserwując blade, łysiutkie dzieci na różnych etapach leczenia. Absolutne deja vu . Byłam każdą z tych matek, a w każdym dziecku widziałam Lenkę. Miałam wrażenie totalnej klis...