Przejdź do głównej zawartości

Posty

1%

Nieustająco apeluję o pomoc dla Tomka ! Przekażcie proszę swój 1% na jego leczenie. Ogrom nieszczęść zwalający się na tę rodzinę, a jednocześnie ich dumna i bohaterska postawa przemawiają same za siebie. Z góry dziękuję Tomek

Siedmiolatka

Tak, tak, nasza mała Lenka rośnie jak na drożdżach i właśnie w ostatni piątek wstąpiła w ósmy rok życia. Urodzinki zaliczone, jubilatka wciąż zachwyca się prezentami, a dla nas jest to mały moment na refleksję... Po pierwsze urodziny Leny zbiegają się nam wciąż jednoznacznie z rocznicą zachorowania. I jakoś nie możemy o tym zapomnieć :/. Po drugie zadziwiające jak życie Lenki się zmienia. Jest niesamowicie energetyczną, wysoką, piękną (to pewnie subiektywna opinia, ale wybaczcie matce ;)) dziewczynką o bujnych włosach (a jakże, chemia ;)) do połowy pleców. W jej klasie nawet nikt nie wie, że była chora. Nie chodzi o to, że coś ukrywamy, po prostu nie mam kontekstu do opowieści. Uczy się niesamowicie pilnie, czyta, pisze, rysuje, maluje, tańczy, gra w tenisa, pływa, jeździ jak wariat na rowerze, nartach, łyżwach, rolkach... Piorun nie dziecko. Żywe sreberko. Oczywiście są momenty kiedy serce nam staje, a w głowie zaczynają się rodzić czarne myśli: Lenka gorączkuje wysoko i nie m...

Nadchodzi kolejny rok...

Kochani, z okazji Świąt i nadchodzącego Nowego Roku chcieliśmy wam życzyć dużo miłości, spokoju i przede wszystkim zdrowia. Melduję, że u nas wszystko dobrze. Lenka od lipca nie bierze żadnych leków, miała już pierwszą wizytę kontrolna, które teraz odbywają się co 3 miesiące. I tak przez najbliższe 5 lat... Morfologię ma w absolutnej normie - co dla nas jest pewną nowością ;). Ostatnio trochę nas przepłoszyła, bo łapie infekcję za infekcją, na zmianę z Matyldą zresztą i strasznie nam zbladła... Nie wytrzymaliśmy i kłujnęliśmy dziecko. A tu wszystkie parametry piękne: hemoglobina wysoko, erytrocytów masa - chyba trzeba tę bladość zwalić na zimę i rzadkie ostatnio spacery... Lenka od września chodzi do szkoły, do pierwszej klasy. Uwielbia swoją szkołę, chętnie się uczy, ma cierpliwość do kaligrafii. Nauczyła się czytać jeszcze w wakacje, a teraz trenuje czytając Matyldzie proste historyjki. Wszystko u nas dobrze :) Pozdrawiamy Was dobrzy ludzie - będziemy się odzywać raz na ja...

Lampiony

Dla Pauli A to Lenkowy, narysowany bez żadnych sugestii. Lenka tylko spytała, czy Paula też byla w szpitalu... W łóżku leży Lenka :(

Paula [*]

Jednak powróciłam - na chwilę jeno, ale jakże ważną dla mnie. "Paula odeszła..." Taki komentarz pojawił się dziś wieczór pod moim ostatnim postem. W jednej chwili zrobiło mi się słabo... Niestety wspólne źródła towarzyskie potwierdziły tę informację :(. No i muszę TO napisać. Z Paulą znamy (znałyśmy się?) się przez/dzięki (?) chorobie. Pamiętam dokładnie, jak dostałam od Marty, siostry Pau pierwszego maila z informacją, że Paula choruje i że będzie potrzebowała wsparcia. Odpisałam jej, że oczywiście jak najbardziej postaram się pomóc. Odpowiedź Marty zastała mnie już na Izbie Przyjęć szpitala na Litewskiej, z półprzytomną i cierpiącą Lenką na rękach. Tak nas i Paulinę połączył los i choroba. Równolegle założyłyśmy bloga. Pau twierdziła, że byliśmy dla niej inspiracją, ale sądzę, ze ta potrzeba pisania gdzieś głęboko w niej siedziała i prędzej czy później by wybuchła. Przez mijające miesiące, a później lata śledziliśmy oboje z Andim zmagania Pauli z chorobą, a ja też...

Wiekopomna chwila

Nadeszła... W poniedziałek Lenka skończyła leczenie doustne i przyjęła ostatnią tabletkę Mercaptopuryny. Skończyliśmy 74 tygodnie leczenia podtrzymującego i 104 tygodnie leczenia właściwego. W sumie Lenka przyjmowała leki przez 2 lata, 3 miesiące i 15 dni... We wtorek byliśmy ostatni raz (tfu, tfu) na Oddziale Dziennym, gdzie Lena przeszła całościowy przegląd. USG nie wykazało nic niepokojącego, morfologia dobra, pozostał szpik i ukochane mleczko. Wenflon wszedł dopiero za 4tym razem i nasza bohaterka miała już łzy w oczach, szczególnie, że siostry zastanawiały się już nad umieszczeniem go w stópce. A nie mamy z tym dobrych wspomnień, oj nie :/. Ale w końcu się udało, mleczko poszło, Pani Doktor pobrała szpik... A potem mogłam sobie przypomnieć jak to kiedyś bywało... Lenka oglądała bajkę, a ja walczyłam ze łzami obserwując blade, łysiutkie dzieci na różnych etapach leczenia. Absolutne deja vu . Byłam każdą z tych matek, a w każdym dziecku widziałam Lenkę. Miałam wrażenie totalnej klis...

Korsyka

Udało się! Pojechaliśmy na wakacje!!! Takie prawdziwe, wymarzone... Jeszcze zanim Lenka zachorowała marzyliśmy o wyjeździe samochodem na południe Europy, na własną rękę, najlepiej pod namiot... W tym roku w kocu udało się to zrealizować. Lenka co prawda jeszcze na lekach, ale już jakby jedną nogą..., prawie, prawie... tfu, tfu... wiecie rozumiecie. I tak. Wyjechaliśmy na 3 tygodnie na Korsykę, na kemping. Prawie 3 dni podróży w jedną i kolejne 3 dni w drugą. Ale warto! Z wielkim namiotem, co to niby rozkłada i składa się w 42 sekundy. Rozkłada owszem, ale ze złożeniem lekko nie było ;). Mieszkaliśmy sobie z widokiem na morze (patrz załączone obrazki), gorąc, wiaterek, który okazał się zbawieniem przed upałem i jednocześnie pozwolił Andiemu realizować pasje kite'owe, przemiłe towarzystwo ciągle dołączających do nas przyjaciół, no słowem cudnie było. Wypoczęliśmy jak dawno nam nie było dane, dziewczyny przeszczęśliwe wyjeżdżać nie chciały. Lenka nauczyła się pływać bez rękawków i nur...