Przejdź do głównej zawartości

Posty

Chillowego weekendu ciąg dalszy

Dzisiaj kontynuowaliśmy tak miło rozpoczęty wczoraj, u sąsiadów z dołu, weekend. Tym razem Lena i Matylda odświeżały kontakt ze swoją ukochaną siostrą Mają, z wizytą do której, celem zapoznania Majowej rybki, dawno się już zapowiadały. Po hardcore'owej sesji wybierania i ubierania się na plac zabaw, gdzie umówliśmy się z Mają (przekroczyliśmy wszelkie, deklarowane wcześniej, wydawałoby się mega pesymistyczne, deadline'y pojawienia się na placu zabaw, ja nie wiem jak to się dzieje, naprawdę nie znajduję żadnej metody na zdyscyplinowanie tego rozbrykanego i ryczącego stadka), w końcu dotarliśmy do Jordanka, a tam niespodzianka - cały plac zabaw pokryty rozpuszczającym się śniegiem. A my w butkach wiosennych. O jej, jaki nudny ten post, koniec, nie kontynuuję już wersji sprawozdawczej, nie jestem w tym dobry - zupełnie mnie to nie kręci. Z drugiej strony, nic ekstra się dzisiaj w życiu Leny nie zdarzyło. Dzień jak co dzień (na szczęście, zdarzają się okazje żeby użyć takiego sform...

Chill

Dziś dużą część dnia przezipowaliśmy u naszych Sąsiadów, rodziców trójki dziewcząt (pozdrowienia!). My się relaksowaliśmy, a dziewczyny sza-la-ł-y! Dobrze, ze mikro-dzidzia Lila (dziś obeszła miesiąc) jest taka wyrozumiała i zniosła to wszystko dzielnie. Następnym razem zapraszamy do nas :) Foto relacja z dnia dzisiejszego

Dialogi z dziećmi – gotowy materiał na komedię absurdalną

Przyznają to chyba wszyscy szczęśliwi ich posiadacze, chociaż przeczytałem ostatnio w książce pewnego kontrowersyjnego i hardcore’owego pisarza francuskiego, że nie wiadomo do końca czy rodzice są zadowoleni z posiadania dzieci, w każdym razie nie mają odwagi się na to uskarżać. Anyway azaliż, niezgłębione pokłady dziecięcej erudycji dostarczają każdego dnia czegoś zabawnego. Aha, w pierwszych słowach mojego wystąpienia powinienem był napisać, że u nas wciąż stan sielskiej nudy, Lena sprawuje się wyśmienicie, od kiedy zrestartował się sezon spacerowy, tryska energią, słowotryskuje, z kolei Matyldę wysiłek fizyczny na spacerach kompletnie wyczerpuje. W związku z tym, że wciąż (a może znowu) wstaje przed 7:00 (co za koszmar) i odpuściła sobie już popołudniowe spanie, wieczorem wygląda na kompletnie zwarzywiałego mopsa. Dzisiaj odpadła przy oglądaniu bajki na kanapie i dopiero po kilku minutach zauważyłem że pochrapuje siedząc w pionie ze zwisającą na bok głową. Kiedy ją przebudziłem po k...

Nuuuda! :)

Aż boję się napisać, ale od jakiegoś czasu doświadczamy klasycznej, upragnionej nudy. Wreszcie! Wreszcie w naszym życiu nic się nie dzieje. Jakiż to miły stan. Obawiam się jednak, że ta sytuacja - oby potrwała jak najdłużej - wpłynie na atrakcyjność wypisywnych tu treści. Ale mam również nadzieję, że równie Wy docenicie wartość takiej Nudy. Wyczekanej, wytęsknonej... Odpoczywamy... Lena czuje się świetnie. Nawet pokasływania i katarek zanikły i teraz męczy nas lodami, które obiecaliśmy jej jak będzie cieplej (jest!, choć nie do końca o to nam chodziło) i nie będzie miała gila... Chyba czas by jej troszeczkę dać... Poza tym, po paru długich zimowych miesiącach, p. Kasia uruchomiła opcję Plac Zabaw i podczas spacerów dziewczyny tam zakwitają. Nie da ich się oderwać. Z Matylem w domu nieustające szaleństwo. Księżniczki, książęta, dinozaury, koniki... Pełen zestaw :) Mówiłam, że nuda? :)

Późno już...

... więc krótko będzie. Odbyłyśmy dziś z Leną naszą cotygodniową wizytę w szpitalu na morfologii. Spotkałyśmy daaaawno niewidzianego rówieśnika - Filipka, wraz z równie dawno niewidzianymi Rodzicami (pozdrowienia!). Lenka łaskawie pozwoliła Filipkowi na wyklejenie kilku elementów strojów księżniczek. Po jej wyjściu ze szpitala, Lena stwierdziła, że byłyśmy za krótko i ona by wolała przychodzić na dłużej... Ja akurat nie, ale kogo to obchodzi ;) Wyniki dobre, aczkolwiek niskie. Pomimo brania jedynie 50% dawki, Lena nie dociąga do dolnej granicy, na której powinny trzymać się leukocyty, czyli 2000. U nas jedynie 1800... Doktor twierdzi, że może tak być. Aha Reszta wyników dobra, nieszczęsne wątrobowe też w miarę. A w przyszłym tygodniu czeka nas ukochane mleczko i dłuższa posiadówa w szpitalu. Jak się domyślacie zapewne - Lenka nie może się doczekać ;)

I po weekendzie

A trochę się działo... Wczoraj dziewczyny nocowały u Dziadków, bo Mama z Tatą poszli świętować 40tkę kumpla. Fajnie podobno było - pobiegały, dziadek poczytał bajki, no i obiadły się lekko zakazanych parówek :). Nam też się wieczór udał, ale położyliśmy się o 3.00, więc dziś było trochę warzywnie. Rano odebraliśmy dziewczyny, odbyliśmy niewielk spacer próbując dojść do siebie jako tako. Następnie odebraliśmy samochód, który nocował w miejscu imprezy odbywszy przy tym kolejne miłe spotkanie oraz kawkę z Jubilatem. No a potem dziewczyny czekało jeszcze świętowanie czwartych urodzin brata ciotecznego - Wicusia u drugich Dziadków. Tam już bohatersko dozipowaliśmy do końca dnia, a dzieciaki w liczbie 4 ubawiły się, że ha. Impreza była przebierana i my oczywiście przyszliśmy z dwiema Księżniczkami, jakby ktoś pytał. Wicek był przez chwilę Batmanem i zaraz potem Strażakiem, a jego siostra Celinka wróżką :). Zdjęcia będą, jak ciocia Marta dośle. A na razie tylko dwie dokumentacyjne fotki, już ...

Powolutku się przyzwyczajamy...

...do tej "podtrzymaniowej" rzeczywistości. Może nie będzie zupełnie lajtowo (to widać po ostatnim tąpnięciu Lenkowych wyników), ale chyba damy z tym radę. Widzimy, że Lena sobie radzi. To już nie to samo, co podczas leczenia dożylnego, kiedy wciąż drżeliśmy o jej życie. Oczywiście wiemy, że wiele jeszcze przed nami i nie jest to bynajmniej prosta. Niby całą drogę widać, ale co chwila kawałek znika za górką lub gubi się w lesie. Leczenie podtrzymuje remisję - dlatego kluczowe jest, żeby Lena je przyjmowała. Niestety wznowy choroby zdarzają się w ok. 20% przypadków. Ale widząc jak Lenka walczy, wierzymy głęboko, że najgorsze już za nami. Zaczynamy myśleć o wakacjach - może morze? Zostaje nam Polska, bo dalej nas Doktor nie puści ;). A więc też humorzasta polska pogoda... Ale co tam, posiedzimy w deszczu - oby się tylko udało. Myślimy też o przedszkolu. I dla Matyldy i dla Leny. W grę wchodzą jedynie prywatne, bo w Państwowych za dużo dzieci, za dużo infekcji :(. Doktor by nas ...