Przejdź do głównej zawartości

Posty

Rozważania

Zastanawiałam się ostatnio po co jeszcze piszę tego bloga... Wszystko u nas dobrze, Lenka właściwie niczym już nie różni się od innych dzieci. Blizny po Broviacu bledną, straszne wspomnienia także. Jak czasem sobie przypomnę tę szpitalną rzeczywistość, zachowuję się jak normalny człowiek czyli zastanawiam, jakim cudem to przetrwaliśmy i zachowaliśmy rozum??? To niesamowite jaką umysł ma zdolność do zamazywania sytuacji traumatycznych. Co ciekawe, czasem teraz mam ochotę rozpłakać się nad naszym (byłym (tfu, tfu)) losem, co wtedy nie przemknęło mi nawet przez myśl! Działaliśmy jak w transie! I może teraz patrzymy na to jak na doświadczenie innych ludzi. Mam głęboką nadzieję, graniczącą z pewnością, że nasza historia skończy się dobrze. Że nigdy nie będziemy musieli sobie i światu ponownie udowadniać naszej dzielności. W ostatnim tygodniu spotkaliśmy się z dwójką Lenkowych współchorowaczy: Gabrysiem i Nel. Oboje w świetnej formie, oboje w szkole, wśród rówieśników... Spotkaliśmy też Mam...

Nie tak sobie wyobrażałam moją Mamę!

- Jak byłam w brzuszku! -oznajmiła mi wkurzona Lenka parę dni temu. I potem z grubej rury: - Nie taką brzydką i niegrzeczną!- Ło matko, to mi się dostało :) Lena wróciła do przedszkola w środę, Matyl dziś - czyli s ytuacja się stabilizuje. Znoszą nam teraz z przedszkola te wszystkie wierszyki, piosneczki, tańce, wyklejanki i rysuneczki. - Łots de łeder lajk tudej? - zapytała nas Lena w wannie płynną angielszczyzną - Łots de tajm? - podłączyła się Matyl - Mamo, a my wczoraj mieliśmy jeszcze takie zajęcia... To nie była rytmika ani gimnastyka, ale robiliśmy tak... - tu Lena dla lepszej demonstracji tematu dotyka stopą głowy. A wszystko odbywa się w foteliku samochodowym podczas drogi powrotnej do domu. - A potem pan się ubrał w taki biały szlafrok... - moja czujność się wyostrza - ...i przewiązał czarnym paskiem... Ahaś, chyba karate :) Fajne są w ogóle te powroty z nimi z przedszkola. Co się nagadamy to nasze. Miasto, korki, reklamy... To wszystko jest bardzo stymulujące. Codziennie...

Weekendowy Szpital

Jestem Siostrą Oddziałową, Andy moją prawą ręką. Uwijamy się jak mróweczki. Jednej Nurofen, drugiej Nurofen. Jednej wypsikać nosek, drugiej psiknąć w gardełko. I poić. Kupa, rzadka... Rany... A tej gorączka znowu rośnie - Panadol, bo nie minęło 8 godzin od podania Nurofenu. Jest grafik, jakby co. Która, kiedy, co w jakiej ilości... Niedospane noce z termometrem nad pochrapującymi, spoconymi główkami... O tak, cudny mieliśmy weekend i zanosi się na więcej - niestety Matyl ma od trzech dni wysoką gorączkę i żadnych innych objawów. Lena rzęzi jakby ja ktos zamknął w studni, gorączka różnie... skacze... Bronimy się przed antybiotykiem, przyda się niewątpliwie na późniejsze batalie... Obie usadzone w domu, oczywiście Trzymajcie kciuki

Przedszkole jest the best, ale...

Lena znowu ma kaszel... Nie wiem czy złapała w przedszkolu, choć raczej podejrzewam pogodę :/. Na szczęście gorączki nie widać, więc chodzi codziennie do przedszkola. Wynegocjowała już sobie, ze odbieram je na koniec dnia - były wcześniej o to afery! Że za wcześnie p. Kasia przyszła Że ona jeszcze chciała zjeść podwieczorek I potem pobawić się w sali zabaw Odpuściliśmy. Trochę martwiłam się jak Matyl zniesie tak długi pobyt w przedszkolu, ale na szczęście regularnie śpi na leżakowaniu, więc dzień jej się lekko skraca. Jak to podsumowała Lena: - Mamo, przecież musi się przyzwyczajać- Nie ma to jak troskliwa siostra :). Dziś wyciągałam Lenę z sali przez dobrych kilka minut, bo przecież jeszcze rysunek musi skończyć... Matylda na szczęście też się jakoś odnajduje, więc chyba zgodnie z Lenkowym planem Się przyzwyczaiła :) Wczoraj byłyśmy na naszej cotygodniowej wizycie w szpitalu u naszej Nowej Pani Doktor i jestem miło zaskoczona, bo tempo było ekspres. 30 minut i już siedziałyśmy z powro...

Gorączka przedszkolna

Ufff.... Wreszcie udało mi się obrobić z wyprawką. Podpisać te wszystkie koszulki na zmianę, skarpetki na zmianę, potencjalnie zasiusiane majtki, a jakże, na zmianę. Podpisać szczoteczki i pasty do zębów... kapcie... kubeczki... kocyk i nawet jednego misia który podobno ma służyć edukacji... Jutro dziewczyny wędrują do przedszkola jako pełnoprawne przedszkolaki. Niby chodzą już od paru dni na parę godzin, a w piątek nawet z rozpędu (p. Kasia zachorowała) zostały prawie na cały dzień, ale TAK NAPRAWDĘ idą jutro. Lena aż nie mogła zasnąć z ekscytacji. - Mamo, to myślenie przeszkadza mi w spaniu - Matyl za to zasnęła jak niemowlę :) Matyl ma następujące spostrzeżenia: Nie podoba jej się nazwa "Kaczorki" - nie chce być kaczorkiem Woli być w grupie Leny, bo tam są większe dzieci Ma w grupie inną Lenę i to jej się podoba Podoba jej się piosenka o małpce, która spadła z drzewa na nos, ale nie umie nam jej zaśpiewać Lena jest w grupie "Nutki", ale najwyraźniej nie załapała ...

Oł je, oł je!

Lenka jest wielka, Lenka nie pęka! Parafrazując "Hydrozagadkę" :) Daliśmy radę! Poniedziałkowa wizyta u p. doktor wykazała: 1. blade gardło 2. czyste uszy 3. czyste płuca I wciąż brak goraczki WOW!!! O tyle większe WOW, że po wtorkowym badaniu morfologii okazało się, że wcale nie jest rewelacyjna. Jedynie 2800 białych, co oznacza, ze Lena jak prawdziwy fighter wyszła z tej opresji nie tylko bez antybiotyku, ale i bez odpowiedniego "wsparcia" ze strony układu odpornościowego. Odpowiednie wsparcie oznaczałoby w tym przypadku armię o liczebności fyfnastu tysięcy leukocytów. Ale organizm Leny najwyraźniej umie zarządzić i pięciokrotnie mniejszą liczbą i wygrać! To dla nas świetna wiadomość, choć też trzeba przyzna, że wirus nie był chyba zbyt zjadliwy. Lekko zahaczył Matyldę, obdarzając ja dwudniowym katarem, a mnie ominął zupełnie. Gotujemy się do kolejnych bojów na jesieni. Dziś dziewczyny ponownie, adaptacyjnie odwiedziły przedszkole. Lena ma już dwie koleżanki, któr...

Wciąż się trzymamy!

Cudowny dzień dzisiaj spędziłam z córeczkami. Andy nad morzem, na samotnym męskim wypadzie, a my we trzy - fajnie, dla odmiany :) Miałyśmy co prawda w grafiku weekendowym odwiedziny u Lenkowego towarzysza niedoli - Gabrysia, ale jej krztuszenie się, że nie wspomnę o uchu, pokrzyżowało nasze plany i zostałyśmy w Warszawie. Dziś ze zdrowiem bez zmian, choć cieszy mnie, że wciąż nie ma gorączki. Mam nadzieję, że jutro nastąpi jakaś poprawa, bo mimo wszystko ciutkę mnie to stresuje.... Jednak lato jest cudowne, nawet w mieście. Szczególnie z tą pogodą. Byłyśmy więc na parkowym teatrzyku o słoniu Elmerze, później posiedziałyśmy na kocyku, poczytałyśmy książki, potem chwilka na placu zabaw, następnie miły chillout w kawiarni z ogródkiem zabaw dla dzieci... Dziewczyny absolutnie zarządzalne, komunikujące się i swoje potrzeby... I like! Lenka oczywiście pod kontrolą, z opatulonymi uszkami i bez szaleństw. Jutro powtórka. Może tramwaj wodny? Albo...?