Przejdź do głównej zawartości

Potworny koniec zimy!

Dla nas niestety zima skończyła się troszkę za wcześnie, mianowicie w trakcie naszych wymarzonych wakacji w górach, na wyjeździe Śnieżnych Potworów. Na naszych oczach znikał śnieg, a spod niego wyłaziło wiosenne błotko. W takich to oto okolicznościach przyrody Siostry Sisters odbyły pierwsze poważne szkolenie narciarskie. Warunki były trudne, ale motywacja i towarzystwo innych Potworów obligujące, więc nawet Matyl po niedługim czasie pochlipywania pod nosem przekonała się do wspólnych treningów. Jakimś cudem udało się dzieciakom pojeździć przez 6 dni z 7 zaplanowanych (tego siódmego lał deszcz ;)), z tym, ze niestety większość na rozpływającym się Nosalu, na który byli dowożeni zdezelowanym wojskowym busikiem. Lepsze to było niż całkowicie spłynięte Kalatówki, gdzie mieszkaliśmy.
My rodzice, tymczasem, po kilku niezbyt udanych próbach wyżycia się w białym (khe, khe) szaleństwie, oddaliśmy się słodkiemu lenistwu. Byłoby naprawdę cudownie, gdyby nie stado wirusów, które jakimś cudem dopadło nas na górskiej hali, skutecznie przetrzebiając szeregi i Potworów i rodziców. Nasze Potwory jednakże ocalały, choć Matyl zaczęła pokasływać. Za to bohaterka Lena trzymała się dzielnie. Była tak zmotywowana do jazdy, że codziennie sama odziewała się w strój i jako jedna z pierwszych meldowała na dole.
Dumnie jesteśmy z nich obu bardzo. Matyl mimo, że najmłodsza świetnie dała sobie radę. Już umie skręcać i hamować, sama zjeżdżała z Nosala i sama podjeżdżała wyciągiem. Szczerze mówiąc, nie liczyłam na aż taki sukces ;).
Lena do tej pory tęskni i koniecznie chce znowu jechać w przyszłym roku :).
Ostatniego dnia poprószył śnieg, co sprawiło, ze cała sceneria stała się o wiele bardziej malownicza - sami zobaczcie



Nasza wypasiona fura



Potwory - Lena i Matylda w środku


Z siostrą Mają



Nasz mały mistrz narciarstwa



Lena wiecznie w ruchu



Jedziemy!









Dzięki za zmotywowanie do pisania! :)

Komentarze

  1. zdjęcia piękne, a i jak widzę... nie taki koniec straszny ;-)) Trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się bardzo, że Lencia taka zdrowiutka i wesoła! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak miło patrzeć na potwory! Lena i Matyl promienieją! Pozdrawiam serdecznie, ola.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Znak życia :)

Ponieważ od czasu do czasu pojawiają się komentarze wyrażające zaniepokojenie naszym milczeniem postanowiłam wprowadzić mały update ;). Tak, żyjemy i mamy się dobrze, a w szczególności - Lenka ma się dobrze, a nawet świetnie. Nie choruje właściwie w ogóle (tfu, tfu ;)), kolejne kontrole nie wykazują żadnych nieprawidłowości, super się rozwija i fizycznie i intelektualnie. Uwielbia narty (właśnie dziś startuje w lidze zakopiańskiej, więc kciukasy poprosimy), gimnastykę artystyczną (ach te szpagaty na ścianie!) i pływanie. Za dwa i pół miesiąca skończy 10 lat i od jakiegoś czasu wgłębia się w historię swojego bloga, więc trochę muszę już myśleć o tym, że to nie NASZ (rodziców) blog, ale głównie Lenki ;). Namawiam ją by sama zaczęła pisać, ale chyba nie wie jak zacząć ;). Może ten dzień kiedyś nadejdzie i usłyszycie jej wersję - o dziwo sporo pamięta... Tymczasem przyjmijcie nasze najlepsze życzenia na Nowy Rok 2015! Zdrowia, zdrowia i jeszcze więcej zdrowia :) I trochę fotek z o...

Wstęp

Lenka zachorowała na początku 2009, zaraz po swoich 4. urodzinach. Od kwietnia rozpoczęliśmy walkę o jej życie. Po dwóch latach i 4 miesiącach od diagnozy Lenka zakończyła leczenie farmakologiczne i po kolejnych pięciu latach została uznana za zdrową. W sumie walka z chorobą zajęła nam 7 lat, 3 miesiące i 22 dni.  Lenka teraz jest zdrową, już dorosłą dziewczyną, a my chcielibyśmy, by ten blog pomagał innym walczącym z tym paskudztwem. Bądźcie dobrej myśli!

Nasze życie stanęło na głowie

W tę straszną sobotę - 4.04.2009. Lenka, nasza dopiero co, czterolatka, gorączkowała i uskarżała się na ból "pupki". O ile gorączka wydawała się do opanowania lekami, o tyle ból się nasilał. Rozhasana i nadenergetyczna zazwyczaj Lenka cały dzień leżała, nie chciała siadać, ani nie dawała się obejrzeć. Wzywamy lekarza. Po wstępnym badaniu, p. doktor widząc stan Lenki kieruje nas do chirurga na ostry dyżur. Na Litewskiej nieziemski tłum, jedziemy na Kopernika. Lenka siedzi w foteliku samochodowym bokiem z wyrazem bólu na twarzy. Nasze dzielne dziecko, które rzadko płacze... niepokojące... Ale nie dla lekarzy na Izbie Przyjęć. Chirurg nic nie stwierdza w odbycie, pediatra uważa, że nie ma wskazań do przyjęcia a oddział. Gorączka "zarządzalna", chirurg nie mam zastrzeżeń, mocz czysty. Wspominamy coś o morfologii. Nie mogą zrobić na Izbie, musi być dziecko na oddziale - błędne koło. Ok, poradzimy sobie sami z morfologią. Wszystkie placówki prywatne już nieczynne, możemy ...