Przejdź do głównej zawartości

Nuda.... aż się chce wyjść z kina

To ostatnimi czasy nasz ulubiony tytuł posta, tudzież stan ducha – oznacza on ni mniej ni więcej to, że w życiu naszej rodziny, a przede wszystkim w życiu bohaterki tego bloga, nie zdarzyło się nic co podniosłoby poziom adrenaliny choćby o milimetr.

I tak trzymać, chociaż jeszcze przez chwilkę, do końca tej morderczej terapii. No bo przecież, tak generalnie, to życzylibyśmy sobie w życiu jak najwięcej excitementu, przygód i wzruszeń, etc. ju noł, wszystkich tych rzeczy, o których piszą w Cosmo i w Życiu na Gorąco, które stanowią o szczęśliwej i spełnionej rodzinie.
I na tym myślę, że można dzisiejszego posta zakończyć, bo nie ma co epatować tą, jakże miłą i kojącą, nudą.

Komentarze

  1. tak trzymać!
    (postanowiłam dowieść że nie tylko mrożące krew w żyłach z tytułem pełnym napięcia i adrenaliny posty będą tu komentowane :))
    kciuki trzymamy dalej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez komentuje i jak najwiecej takich postow!!!Kciukasy zacisniete :)JESTESCIE WIELCY!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. ooo jak błogo :) cieszymy się z Waszej nudy

    OdpowiedzUsuń
  4. no to ja też komentarz dorzucę żeby nie było, że tłum jest żądny krwawej sensacji;)
    Bardzo miło i kojąco się czyta nudne notki od Was!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pozdrawiamy Was w ten spoko-miły nudy czas! Buziaki dla córeczek!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Znak życia :)

Ponieważ od czasu do czasu pojawiają się komentarze wyrażające zaniepokojenie naszym milczeniem postanowiłam wprowadzić mały update ;). Tak, żyjemy i mamy się dobrze, a w szczególności - Lenka ma się dobrze, a nawet świetnie. Nie choruje właściwie w ogóle (tfu, tfu ;)), kolejne kontrole nie wykazują żadnych nieprawidłowości, super się rozwija i fizycznie i intelektualnie. Uwielbia narty (właśnie dziś startuje w lidze zakopiańskiej, więc kciukasy poprosimy), gimnastykę artystyczną (ach te szpagaty na ścianie!) i pływanie. Za dwa i pół miesiąca skończy 10 lat i od jakiegoś czasu wgłębia się w historię swojego bloga, więc trochę muszę już myśleć o tym, że to nie NASZ (rodziców) blog, ale głównie Lenki ;). Namawiam ją by sama zaczęła pisać, ale chyba nie wie jak zacząć ;). Może ten dzień kiedyś nadejdzie i usłyszycie jej wersję - o dziwo sporo pamięta... Tymczasem przyjmijcie nasze najlepsze życzenia na Nowy Rok 2015! Zdrowia, zdrowia i jeszcze więcej zdrowia :) I trochę fotek z o...

Wstęp

Lenka zachorowała na początku 2009, zaraz po swoich 4. urodzinach. Od kwietnia rozpoczęliśmy walkę o jej życie. Po dwóch latach i 4 miesiącach od diagnozy Lenka zakończyła leczenie farmakologiczne i po kolejnych pięciu latach została uznana za zdrową. W sumie walka z chorobą zajęła nam 7 lat, 3 miesiące i 22 dni.  Lenka teraz jest zdrową, już dorosłą dziewczyną, a my chcielibyśmy, by ten blog pomagał innym walczącym z tym paskudztwem. Bądźcie dobrej myśli!

Nasze życie stanęło na głowie

W tę straszną sobotę - 4.04.2009. Lenka, nasza dopiero co, czterolatka, gorączkowała i uskarżała się na ból "pupki". O ile gorączka wydawała się do opanowania lekami, o tyle ból się nasilał. Rozhasana i nadenergetyczna zazwyczaj Lenka cały dzień leżała, nie chciała siadać, ani nie dawała się obejrzeć. Wzywamy lekarza. Po wstępnym badaniu, p. doktor widząc stan Lenki kieruje nas do chirurga na ostry dyżur. Na Litewskiej nieziemski tłum, jedziemy na Kopernika. Lenka siedzi w foteliku samochodowym bokiem z wyrazem bólu na twarzy. Nasze dzielne dziecko, które rzadko płacze... niepokojące... Ale nie dla lekarzy na Izbie Przyjęć. Chirurg nic nie stwierdza w odbycie, pediatra uważa, że nie ma wskazań do przyjęcia a oddział. Gorączka "zarządzalna", chirurg nie mam zastrzeżeń, mocz czysty. Wspominamy coś o morfologii. Nie mogą zrobić na Izbie, musi być dziecko na oddziale - błędne koło. Ok, poradzimy sobie sami z morfologią. Wszystkie placówki prywatne już nieczynne, możemy ...