Przejdź do głównej zawartości

Póki co trzymamy się...

Monstrualnie i hiper-ogromnie dziękujemy wszystkim Wam, drodzy Wspieracze, za wagono-hekto-litry dobrych fluidów, teraWaty pozytywnej energii (nie wiem czy nie ma przypadkiem spadku zasilania w krajowym systemie energetycznym) i ściśnięte do białości kciuki – wręcz namacalnie czujemy ten ból w knykciach – Keep ścisking!! Kciuks ścisking, energy wysyłaying, fluid zalewaying wciąż potrzebne. Bo chyba właśnie dzięki temu przetrwaliśmy dzisiejszy dzień bez awarii. Lena, cały czas słaba i osowiała wykazuje jednak jakieś oznaki ożywienia w stosunku do ostatnich dni (czyżby zmniejszona dawka otępiającego sterydu już dawała taki efekt?), może nie ruchowego (cały czas przeleguje niezbyt aktywnie na kanapie) ale przynajmniej komunikuje się z otoczeniem. Wieczorem, po przyjściu z pracy zastałem ja nawet zacięcie wycinającą jakieś misie , Mikołaje i inne papiero-stwory. Trochę nas na koniec dnia, już po kąpieli zaniepokoił jej nosek, w którym, w sposób zdradzający już lekkie uzależnienie, Lenka dłubie. Robi to od zawsze (wstyd się przyznać do wychowawczej porażki), ale dzisiaj zauważyliśmy, że wnętrze noska jest wydrapane do krwi. Zaczerwieniliśmy krwią kilka patczko-wacików. Oby przez tę delikatną (a teraz jeszcze podrażnioną i obtartą) błonkę śluzową nic się nie ….. no cisza …..!!

Tak więc z duszą na ramieniu przemierzamy kolejny dzień. Ja czuję się wręcz jak na polu minowym – wydaje mi się, że jakikolwiek nieostrożny ruch może wywołać eksplozję – totalna paranoja. A przecież trzeba wierzyć, że się uda - bo przecież Lena jest Super-Bohaterem, Najtwardszym Tough Guy’em po tej stronie Mississipi i nie da się jakiejś marnej plugawej infekcji, a jej fabryka granulocytów podźwignie się z chwilowej zapaści i odpali taśmę produkcyjna na całego (może już odpaliła?!) i żadnej neutropenii nie będzie. Żeby się tak stało potrzebujemy Waszego wsparcia, więc do roboty – hip, hop, trzy-cztery, enedue… JEDZIEMY! Kurcze…. jak profesjonalny małomiasteczkowy (nie urażając oczywiście mieszkańców małych miasteczek) wodzirej :)

No dobrze, koniec już tej nachalnej, Amway’owej propagandy. Teraz trochę o życiu. A jeśli o życiu, to oczywiście o światowej sławy Wrzaskunie, aka emocjonalny terrorysta, alias Matyl. Bo to ona w końcu jest kotwicą, która trzyma nas mocno na ziemi i nie pozwala za bardzo się rozczulać i biadolić nad swoim losem. A z drugiej strony dostarcza nam niezapomnianych wrażeń komiczno-poznawczych. Dzisiaj sukces – Rubikon, kamień milowy, pasowanie na rycerza, pierwszy pocałunek – ju noł, są takie wydarzenia w życiu człowieka, które stanowią przełom – dzisiaj Matylda po raz pierwszy zagrała całej rodzinie koncert na grającym nocniku – czyli …. tak, tak, dobrze się domyślacie – zrobiła, w pełni władz umysłowych, z premedytacją i nie w afekcie siusiu do nocnika!! A nawet tak się jej spodobało, że 5 minut później zagrała na bis! YO!! Everybody clap your hands – Brawoooo Matylda! My już swoje brawo odbębniliśmy, Matylda była wniebowzięta, żeby się tylko nie okazało, że bez widowni i aplauzu nie będzie potrafiła zrobić siusiu do nocnika! :) Może to doprowadzić do zaburzeń natury …. no wiecie. Zakładamy jednak, że jest to zupełnie prawidłowy początek zupełnie prawidłowego procesu dochodzenia do odchodzenia od …. pieluchy. Ależ mi się tu piękny somnambulizm typograficzny objawił! :)

No dobrze, dość już tych słowotrysków, pomyślicie sobie, że ten ojciec to jakiś psychol, który robi sobie jaja zamiast zachować powagę, a przecież się przejmuję – tak więc proszę Was, przejmujmy się razem, to będziemy się przejmować krócej i lżej. Hough, do jutra, kiedy to niechybnie przekażemy kolejne dobre, a nawet jeszcze lepsze (nie ma to jak techniki auto-programingu na sukces) wieści!

Komentarze

  1. Dalej trzymamy kciukasy,wyslamy dobre fluidy i mnostwo pozytywnej energii!.Jutro czekamy na kolejne dobre wiesci,a napewno takie beda:)Brawo dla Wrzaskuna!!!.Buziak dla Lenki:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja do tej pory po cichutku tu do Was zaglądam, ale po takiej dawce Amwayowego motywowania przyznaję bez bicia, że kciuki odpowiednio zaciśnięte. Stąd brak, zsłużonego skąd inąnd, ręcznego aplauzu dla Wrzskuna ;)
    Pozytywne wieczorne fluidy wysyłam dla całej Rodzinki
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  3. dyżurne kciuki zacisnięte,wielka porcja fluidów wysłana do Lenki!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja z całego serca kibicuje Lemurkowi TULASPOWER,
    A dla Wrzaskuna, wielkie gratulacje i jeszcze więcej nocnikowych melodii.
    Uściski dla Wszystkich
    Donka

    OdpowiedzUsuń
  5. Andy czy Ty nie znasz dobrze języka polskiego, bo co chwilę są jakieś wstawki w obcym języku?

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie tylko są wstawki w obcym języku, to są również wstawki w języku obcych :) Co do tych moich semantycznych wygibasów, to są słowa i wyrażenia, o których nie śniło się filozofom (wie o tym dobrze Tygrys, przyjaciel Puchatka) i coby wrażliwość językową czytelnika ćwiczyć wymyśliłem sobie, że w każdym poście będę wrzucać jakieś nieistniejące, wymyślone przeze mnie sformułowanie typu szachy elektryczne lub bierki podwodne. Nie warto zaglądać do słownika wyrazów obcych:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Prosze się Anddy-ego nie czepiać o składnię. To zdje się znak firmowy jest i bardzo to jest fajne i charakterystyczne:)
    A wracając do meritum - Lenko trzymaj się dzielnie Malutka!!! Jeszcze troszkę wytrzymaj i będzie coraz coraz lepiej. I będzies miała takiego powera, że znów będziemy filmiki z Tobą w roli głównej oglądac. Buziaki i keep ścisking z całej siły!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wstawki językowe Andy'ego Ojca są the best:)Fajnie się je czyta, choć muszę przyznać, że nieraz muszę je wolniej czytać:)W każdym razie Andy Ojcze nie przestawaj tworzyć mega słowotwórczych postów:)Dla Lenki meganaergetyzowany buziak, a dla Wrzaskuna owacje na stojąco za sikanie do nocniczka :)
    Trzymajcie się Sonia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. genialnie piszesz!!! pisz często!
    Lenko pozdrawiamy i fluidy wysyłamy!!
    we're ścisking kciuks !!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Dala Lenki kciuki zaciśnięte!!!! Moooocnoooo!!! Moooocniejjjjjj!!! Naaaaaj moooocniejjjjjj!!!!Matyldzie brawa się należą! :)
    Andy_Ojciec pisz, jak Ci w duszy gra, jesteśmy razem z Twoją łajf fanami słowotrysków Twojego autorstwa. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Znak życia :)

Ponieważ od czasu do czasu pojawiają się komentarze wyrażające zaniepokojenie naszym milczeniem postanowiłam wprowadzić mały update ;). Tak, żyjemy i mamy się dobrze, a w szczególności - Lenka ma się dobrze, a nawet świetnie. Nie choruje właściwie w ogóle (tfu, tfu ;)), kolejne kontrole nie wykazują żadnych nieprawidłowości, super się rozwija i fizycznie i intelektualnie. Uwielbia narty (właśnie dziś startuje w lidze zakopiańskiej, więc kciukasy poprosimy), gimnastykę artystyczną (ach te szpagaty na ścianie!) i pływanie. Za dwa i pół miesiąca skończy 10 lat i od jakiegoś czasu wgłębia się w historię swojego bloga, więc trochę muszę już myśleć o tym, że to nie NASZ (rodziców) blog, ale głównie Lenki ;). Namawiam ją by sama zaczęła pisać, ale chyba nie wie jak zacząć ;). Może ten dzień kiedyś nadejdzie i usłyszycie jej wersję - o dziwo sporo pamięta... Tymczasem przyjmijcie nasze najlepsze życzenia na Nowy Rok 2015! Zdrowia, zdrowia i jeszcze więcej zdrowia :) I trochę fotek z o...

Wstęp

Lenka zachorowała na początku 2009, zaraz po swoich 4. urodzinach. Od kwietnia rozpoczęliśmy walkę o jej życie. Po dwóch latach i 4 miesiącach od diagnozy Lenka zakończyła leczenie farmakologiczne i po kolejnych pięciu latach została uznana za zdrową. W sumie walka z chorobą zajęła nam 7 lat, 3 miesiące i 22 dni.  Lenka teraz jest zdrową, już dorosłą dziewczyną, a my chcielibyśmy, by ten blog pomagał innym walczącym z tym paskudztwem. Bądźcie dobrej myśli!

Nasze życie stanęło na głowie

W tę straszną sobotę - 4.04.2009. Lenka, nasza dopiero co, czterolatka, gorączkowała i uskarżała się na ból "pupki". O ile gorączka wydawała się do opanowania lekami, o tyle ból się nasilał. Rozhasana i nadenergetyczna zazwyczaj Lenka cały dzień leżała, nie chciała siadać, ani nie dawała się obejrzeć. Wzywamy lekarza. Po wstępnym badaniu, p. doktor widząc stan Lenki kieruje nas do chirurga na ostry dyżur. Na Litewskiej nieziemski tłum, jedziemy na Kopernika. Lenka siedzi w foteliku samochodowym bokiem z wyrazem bólu na twarzy. Nasze dzielne dziecko, które rzadko płacze... niepokojące... Ale nie dla lekarzy na Izbie Przyjęć. Chirurg nic nie stwierdza w odbycie, pediatra uważa, że nie ma wskazań do przyjęcia a oddział. Gorączka "zarządzalna", chirurg nie mam zastrzeżeń, mocz czysty. Wspominamy coś o morfologii. Nie mogą zrobić na Izbie, musi być dziecko na oddziale - błędne koło. Ok, poradzimy sobie sami z morfologią. Wszystkie placówki prywatne już nieczynne, możemy ...