Przejdź do głównej zawartości

Po prostu czwartek

Dziś Siostry Sistars spędziły uroczy dzionek wykańczając sobą Babcię Krysię :). Babcia dzielnie dała radę, na szczęście, a łatwe to nie jest.
Nasze córki są prawdziwym żywiołem, po prostu chodzącą energią i podejrzewamy, że gdyby tylko udało się ją jakoś przetworzyć na prąd, zasiliłyby sporą część Wawki. Biegają, tańczą, śpiewają, piszczą... W różnych konfiguracjach, synchronicznie i paralelnie.

I w ogóle się nie męczą...

Zadziwiające...

Znaczy Matyl na szczęście pada na dwugodzinną drzemkę, podczas której Lena również się lekko regeneruje w ciszy, ale zaraz potem festiwal pokazów szołmeńskich rusza pełną parą.

Pod koniec dnia okazało się, ze Matylda jest cała w jakieś dziwne kropki. Mamy nadzieję, że to alergia i poważnie podejrzewamy szarlotkę skonsumowaną u Babci, która niestety nie była Babciowej produkcji :/

Potem jeszcze nasza codzienność - wykańczająca nas psychicznie zmiana plasterka. Ufff... Lenka prawie zasnęła w trakcie - taka była zmęczona :).

Jutro wieczorem kolejne podejście do Szpitala... Trzymajcie kciuki

Komentarze

  1. Bede trzymala kciuki najmocniej jak tylko sie da!!!Jak zawsze wszystko pojdzie tak jak trzeba i szybciutko wrocicie do domku:)Super,ze dziewczynki maja tyle energii:)Cieplutko pozdrawiam.Buziak dla Lenki:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kciuki zapewnione.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Znak życia :)

Ponieważ od czasu do czasu pojawiają się komentarze wyrażające zaniepokojenie naszym milczeniem postanowiłam wprowadzić mały update ;). Tak, żyjemy i mamy się dobrze, a w szczególności - Lenka ma się dobrze, a nawet świetnie. Nie choruje właściwie w ogóle (tfu, tfu ;)), kolejne kontrole nie wykazują żadnych nieprawidłowości, super się rozwija i fizycznie i intelektualnie. Uwielbia narty (właśnie dziś startuje w lidze zakopiańskiej, więc kciukasy poprosimy), gimnastykę artystyczną (ach te szpagaty na ścianie!) i pływanie. Za dwa i pół miesiąca skończy 10 lat i od jakiegoś czasu wgłębia się w historię swojego bloga, więc trochę muszę już myśleć o tym, że to nie NASZ (rodziców) blog, ale głównie Lenki ;). Namawiam ją by sama zaczęła pisać, ale chyba nie wie jak zacząć ;). Może ten dzień kiedyś nadejdzie i usłyszycie jej wersję - o dziwo sporo pamięta... Tymczasem przyjmijcie nasze najlepsze życzenia na Nowy Rok 2015! Zdrowia, zdrowia i jeszcze więcej zdrowia :) I trochę fotek z o...

Wstęp

Lenka zachorowała na początku 2009, zaraz po swoich 4. urodzinach. Od kwietnia rozpoczęliśmy walkę o jej życie. Po dwóch latach i 4 miesiącach od diagnozy Lenka zakończyła leczenie farmakologiczne i po kolejnych pięciu latach została uznana za zdrową. W sumie walka z chorobą zajęła nam 7 lat, 3 miesiące i 22 dni.  Lenka teraz jest zdrową, już dorosłą dziewczyną, a my chcielibyśmy, by ten blog pomagał innym walczącym z tym paskudztwem. Bądźcie dobrej myśli!

Nasze życie stanęło na głowie

W tę straszną sobotę - 4.04.2009. Lenka, nasza dopiero co, czterolatka, gorączkowała i uskarżała się na ból "pupki". O ile gorączka wydawała się do opanowania lekami, o tyle ból się nasilał. Rozhasana i nadenergetyczna zazwyczaj Lenka cały dzień leżała, nie chciała siadać, ani nie dawała się obejrzeć. Wzywamy lekarza. Po wstępnym badaniu, p. doktor widząc stan Lenki kieruje nas do chirurga na ostry dyżur. Na Litewskiej nieziemski tłum, jedziemy na Kopernika. Lenka siedzi w foteliku samochodowym bokiem z wyrazem bólu na twarzy. Nasze dzielne dziecko, które rzadko płacze... niepokojące... Ale nie dla lekarzy na Izbie Przyjęć. Chirurg nic nie stwierdza w odbycie, pediatra uważa, że nie ma wskazań do przyjęcia a oddział. Gorączka "zarządzalna", chirurg nie mam zastrzeżeń, mocz czysty. Wspominamy coś o morfologii. Nie mogą zrobić na Izbie, musi być dziecko na oddziale - błędne koło. Ok, poradzimy sobie sami z morfologią. Wszystkie placówki prywatne już nieczynne, możemy ...