Przejdź do głównej zawartości

W domu... Znowu :)

Wyszliśmy. Wyniki jeszcze się podniosły w stosunku do środowych, zakończyliśmy antybiotyk, udało się z rana wyjść i cały dzień mieliśmy dla siebie. Mamy się stawić w poniedziałek na Oddziale Dziennym na badania kontrolne i po receptę doustnej chemii (Merkaptopuryna).

W domu jak zwykle siostrzane szaleństwo. To niesamowite jak przez te 3 miesiące zmieniła się ich wzajemna relacja. Gdy Lena trafiła do szpitala, Matyl była jeszcze niekumatym półtoraroczniakiem, któremu co najwyżej można było łaskawie oddać jakąś zabawkę.
Teraz jest pełnoprawnym (i chyba nie dlatego, że jedynym ;)) uczestnikiem zabaw. Da się z nią dogadać, ugotować zupę dla lalek, porysować, czy poudawać kota :). Fajnie, ze mają siebie nawzajem, bo Leny kontakty z dziećmi będą bardzo ograniczone ze względu na obniżoną odporność.
Oczywiście scysji nie da się uniknąć. Musimy np. czym prędzej zaopatrzyć się w drugi wózeczek dla lali, bo teraz sytuacja jest mocno napięta :). A tak wszystko razem: ganianie po mieszkaniu, skakanie po łóżku, zabawa lalkami, budowle z klocków...
Aż fajnie na nie patrzeć :)

Komentarze

  1. przytulaki i buziaki dla obu Udających Koty Dziewuszek :)
    Cat Power? :)
    Małgo (Espana)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo cieszy mnie ta Wasza domowa (chwilowa) normalność. Sciskam kciuki żeby było jej więcej...
    Karolina i Rafał i Piotruś

    OdpowiedzUsuń
  3. Uściski dla Kobiet-kotów. Trzymamy kciukasy za to coś na m.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Znak życia :)

Ponieważ od czasu do czasu pojawiają się komentarze wyrażające zaniepokojenie naszym milczeniem postanowiłam wprowadzić mały update ;). Tak, żyjemy i mamy się dobrze, a w szczególności - Lenka ma się dobrze, a nawet świetnie. Nie choruje właściwie w ogóle (tfu, tfu ;)), kolejne kontrole nie wykazują żadnych nieprawidłowości, super się rozwija i fizycznie i intelektualnie. Uwielbia narty (właśnie dziś startuje w lidze zakopiańskiej, więc kciukasy poprosimy), gimnastykę artystyczną (ach te szpagaty na ścianie!) i pływanie. Za dwa i pół miesiąca skończy 10 lat i od jakiegoś czasu wgłębia się w historię swojego bloga, więc trochę muszę już myśleć o tym, że to nie NASZ (rodziców) blog, ale głównie Lenki ;). Namawiam ją by sama zaczęła pisać, ale chyba nie wie jak zacząć ;). Może ten dzień kiedyś nadejdzie i usłyszycie jej wersję - o dziwo sporo pamięta... Tymczasem przyjmijcie nasze najlepsze życzenia na Nowy Rok 2015! Zdrowia, zdrowia i jeszcze więcej zdrowia :) I trochę fotek z o...

O chorobie przystępnie

Ktoś mnie tu kiedyś poprosił, żebym napisała o białaczce i leczeniu, tak, by można to było zrozumieć. Nie jest to łatwe, ale spróbuję. Tylko uwaga - będzie dla wytrwałych :) A więc tak... Białaczka bierze się z niczego. Może trafić każdego i nie możemy temu zapobiec :(. Od pojawienia się choroby, do wystąpienia pierwszych objawów, mija zazwyczaj ok 2-3 tyg. W tym czasie dziecko zazwyczaj łapie infekcję za infekcją, jest osłabione, blade, często występuje ból stawów i siniaki. Piszę to z doświadczenia mojego i innych rodziców na oddziale. Lekarze często odwlekają zrobienie morfologii - "żeby niepotrzebnie nie kłuć dziecka". Cel szczytny, ale niestety w przypadku białaczki może doprowadzić od sytuacji takiej jak nasza - bezbronny organizm atakuje sepsa . Tymczasem w zwykłej morfologii z rozmazem (koszt ok. 20 zł) można już zobaczyć nieprawidłowości. A na pewno można wykluczyć białaczkę przy przy prawidłowych wynikach. Ale cóż... Białaczki nie można wyleczyć inaczej niż chemią, ...

Wstęp

Lenka zachorowała na początku 2009, zaraz po swoich 4. urodzinach. Od kwietnia rozpoczęliśmy walkę o jej życie. Po dwóch latach i 4 miesiącach od diagnozy Lenka zakończyła leczenie farmakologiczne i po kolejnych pięciu latach została uznana za zdrową. W sumie walka z chorobą zajęła nam 7 lat, 3 miesiące i 22 dni.  Lenka teraz jest zdrową, już dorosłą dziewczyną, a my chcielibyśmy, by ten blog pomagał innym walczącym z tym paskudztwem. Bądźcie dobrej myśli!