Nie wiem czy nie ZA intensywnie płynie nam czas.
Byliśmy dziś w ZOO, udało się mimo pesymistycznych prognoz zaliczyć spacer w pięknym słońcu. Lenka oczywiście zachwycona, chciała do domu co drugie zwierzątko, ale najbardziej kucyka ;). Wyszalała się na pompowanej zjeżdżalni (akurat nie było dzieci), wyskakała za wszystkie czasy.
Pod koniec lekko oklapła - nic dziwnego, chemia to bomba z opóźnionym zapłonem :/. Położyła się w przezornie zabranym wózku Matyldy i oznajmiła, że zamierza spać. Do tego dorzuciła informację o bólu brzucha - naprawdę wystarczy, by zestresować rodziców :/. Na szczęście po chwili się ożywiła na widok pingwinów i fok. Na wyjściu zażyczyła sobie pompowanego helem kucyka, oczywiście byliśmy w negocjacjach miękcy jak kostka masła w słońcu i kucyk poważnych, uwierzcie, rozmiarów aktualnie zwisa nam z sufitu :).
Później był obiad w ogródku restauracyjnym. Lena pięknie wcięła rybkę i ogórki, ryżu nie tknęła. Zadała milion trudnych pytań dotyczących piekącego się na ruszcie prosiaka (widok z lekka makabryczny) oraz jego, minionego bez dwóch zdań, życia.
Na koniec dnia - naprawdę przez przypadek - znowu odwiedziliśmy Gabrysia, choć tym razem na krótko.
Przed snem zdążyłyśmy jeszcze z Leną upiec kruche ciasteczka.
Ufff...


Byliśmy dziś w ZOO, udało się mimo pesymistycznych prognoz zaliczyć spacer w pięknym słońcu. Lenka oczywiście zachwycona, chciała do domu co drugie zwierzątko, ale najbardziej kucyka ;). Wyszalała się na pompowanej zjeżdżalni (akurat nie było dzieci), wyskakała za wszystkie czasy.
Pod koniec lekko oklapła - nic dziwnego, chemia to bomba z opóźnionym zapłonem :/. Położyła się w przezornie zabranym wózku Matyldy i oznajmiła, że zamierza spać. Do tego dorzuciła informację o bólu brzucha - naprawdę wystarczy, by zestresować rodziców :/. Na szczęście po chwili się ożywiła na widok pingwinów i fok. Na wyjściu zażyczyła sobie pompowanego helem kucyka, oczywiście byliśmy w negocjacjach miękcy jak kostka masła w słońcu i kucyk poważnych, uwierzcie, rozmiarów aktualnie zwisa nam z sufitu :).
Później był obiad w ogródku restauracyjnym. Lena pięknie wcięła rybkę i ogórki, ryżu nie tknęła. Zadała milion trudnych pytań dotyczących piekącego się na ruszcie prosiaka (widok z lekka makabryczny) oraz jego, minionego bez dwóch zdań, życia.
Na koniec dnia - naprawdę przez przypadek - znowu odwiedziliśmy Gabrysia, choć tym razem na krótko.
Przed snem zdążyłyśmy jeszcze z Leną upiec kruche ciasteczka.
Ufff...



Bardzo sie ciesze,ze spedziliscie milo dzionek:)Lenka na zdjeciach wyglada uroczo i na bardzo szczesliwa!Zycze smacznego do ciasteczek-napewno sa pyszne!:)Pozdrawiam cieplutko:)
OdpowiedzUsuń