Przejdź do głównej zawartości

Stan zawieszenia trwa

Nie ma o czym pisać, aż się chce wyjść z kina... :)) Dzisiaj zakończyliśmy ostatnią turę tzw. cytosarów (cytarabina), wg super teoretycznego harmonogramu, jest to 62-gi dzień terapii, wg naszej osi czasu powinniśmy byli go jeżeli ewentualnie zakończyć (użyłem czasu zaprzeszło-niemożliwo-przypuszczalnego) 9-go czerwca = 11 dni opóźnienia, a wg tego samego teoretycznego algorytmu, od ok. 15-go maja powinniśmy byśmy-byli ale nie byli (czas zaprzepaszczalno-przypuszczalny) w domu, ale niech tam... jak ją nazwała Honeyuś, Wielka Matka, przyssała swoje przyssawki i łatwo nie puszcza.
Lena też już ma totalnie dosyć. Nic jej nie bawi, wszystko ją nudzi - żadna wycinanka, wyklejanka, rysowanka, puzzle, gry planszowe, układanki, książki, Barbie, żaden film - nic nie jest w stanie zaabsorbować jej uwagi, teraz pozostaje jej tylko bieganie/kłusowanie/maszerowanie po korytarzu. Dzisiaj musiałem ją ściagać do kąpieli o 21:00.
Może jutro...???

Komentarze

  1. 3ymamy i my na Marinie

    OdpowiedzUsuń
  2. Byku, zaraz wyfruniecie w ramiona prawdziwej matki, Matki Natury i naładujecie baterie na całego!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Znak życia :)

Ponieważ od czasu do czasu pojawiają się komentarze wyrażające zaniepokojenie naszym milczeniem postanowiłam wprowadzić mały update ;). Tak, żyjemy i mamy się dobrze, a w szczególności - Lenka ma się dobrze, a nawet świetnie. Nie choruje właściwie w ogóle (tfu, tfu ;)), kolejne kontrole nie wykazują żadnych nieprawidłowości, super się rozwija i fizycznie i intelektualnie. Uwielbia narty (właśnie dziś startuje w lidze zakopiańskiej, więc kciukasy poprosimy), gimnastykę artystyczną (ach te szpagaty na ścianie!) i pływanie. Za dwa i pół miesiąca skończy 10 lat i od jakiegoś czasu wgłębia się w historię swojego bloga, więc trochę muszę już myśleć o tym, że to nie NASZ (rodziców) blog, ale głównie Lenki ;). Namawiam ją by sama zaczęła pisać, ale chyba nie wie jak zacząć ;). Może ten dzień kiedyś nadejdzie i usłyszycie jej wersję - o dziwo sporo pamięta... Tymczasem przyjmijcie nasze najlepsze życzenia na Nowy Rok 2015! Zdrowia, zdrowia i jeszcze więcej zdrowia :) I trochę fotek z o...

Wstęp

Lenka zachorowała na początku 2009, zaraz po swoich 4. urodzinach. Od kwietnia rozpoczęliśmy walkę o jej życie. Po dwóch latach i 4 miesiącach od diagnozy Lenka zakończyła leczenie farmakologiczne i po kolejnych pięciu latach została uznana za zdrową. W sumie walka z chorobą zajęła nam 7 lat, 3 miesiące i 22 dni.  Lenka teraz jest zdrową, już dorosłą dziewczyną, a my chcielibyśmy, by ten blog pomagał innym walczącym z tym paskudztwem. Bądźcie dobrej myśli!

Nasze życie stanęło na głowie

W tę straszną sobotę - 4.04.2009. Lenka, nasza dopiero co, czterolatka, gorączkowała i uskarżała się na ból "pupki". O ile gorączka wydawała się do opanowania lekami, o tyle ból się nasilał. Rozhasana i nadenergetyczna zazwyczaj Lenka cały dzień leżała, nie chciała siadać, ani nie dawała się obejrzeć. Wzywamy lekarza. Po wstępnym badaniu, p. doktor widząc stan Lenki kieruje nas do chirurga na ostry dyżur. Na Litewskiej nieziemski tłum, jedziemy na Kopernika. Lenka siedzi w foteliku samochodowym bokiem z wyrazem bólu na twarzy. Nasze dzielne dziecko, które rzadko płacze... niepokojące... Ale nie dla lekarzy na Izbie Przyjęć. Chirurg nic nie stwierdza w odbycie, pediatra uważa, że nie ma wskazań do przyjęcia a oddział. Gorączka "zarządzalna", chirurg nie mam zastrzeżeń, mocz czysty. Wspominamy coś o morfologii. Nie mogą zrobić na Izbie, musi być dziecko na oddziale - błędne koło. Ok, poradzimy sobie sami z morfologią. Wszystkie placówki prywatne już nieczynne, możemy ...