To słowo klucz kilku ostatnich wieczorów, Lena co wieczór, ok. 19:30, rozpoczyna galopadę po korytarzu oddziałowym, dzisiaj ledwo zmusiłem ją (w końcu 2 dni temu miała zabieg w uśpieniu - zakładanie Broviaca, dzisiaj kolejny zabieg w uśpieniu - punkcja = teoretycznie jest mocno osłabiona) aby był to pół-kłus/pół-marszobieg. Mimo to i tak musiałem ją co 5 minut zatrzymywać i sadzać obok siebie na krzesełku, mówiąc "Lena, teraz 5 minut przerwy na ładowanie baterii", na co Lena po upływie 1,5 minuty "Tatuś, już mi się naładowały" i dalej w swój lekko kuśtykający kłus (jedna nóżka cały czas słabsza - koń kuleje:).
Gdyby nie ta białaczka, można by pomyśleć, że ....
A przed snem, już w łóżku, w ramach kontynuacji kociokwiku, Lena zabrała mi Blackberry i zaczęła sobie pstrykać fotki.
Rezultaty sesji załączam


Gdyby nie ta białaczka, można by pomyśleć, że ....
A przed snem, już w łóżku, w ramach kontynuacji kociokwiku, Lena zabrała mi Blackberry i zaczęła sobie pstrykać fotki.
Rezultaty sesji załączam


serce się raduje, że Lenka ma tyyyyyle energii. to znak, że wszystko idzie ku dobremu.
OdpowiedzUsuńbuziaki
Mama Misia
Myslimy o Was
OdpowiedzUsuńkowalska z Igorkiem
:-))